Dość Osobliwe Rekomendacje - Holak


„Dożyłem 25 lat i nie będę nic nie zmieniał”. Dożyłem 29 lat i postanowiłem co nieco zmienić – ta myśl przyświecała mi w drodze na pierwszy w życiu mecz piłki nożnej kobiet. Bumeluję od urodzenia w miasteczku Mistrzyń Polski, uczestniczek Ligi Mistrzyń, ale jakoś nigdy nie było po drodze iść i zobaczyć na żywo ich boiskowe zmagania. Powód? Jest ich kilka, ale przede wszystkim chodzi o to, że sporą część życia pasjonowałem się męską wersją tej dyscypliny. Nie dałoby rady tego połączyć, bo wiem, że próżno szukać wyrozumiałości u maniakalnych fanów piłki facetów. Wyznanie im, że interesujesz się kopaniem futbolówki przez Panie, a co dopiero przyznanie, że zdarza ci się uczęszczać na takie zawody jako widz, wiązałoby się z wysłuchiwaniem szyderstw i docinek do końca twych marnych dni.

Analogiczna sytuacja występuje się przy okazji dzisiejszej rekomendowanej — fanatyk „prawdziwego” rapu nawet nie spojrzy na tracklistę płyty Holaka, a przesłuchać ją to już poważny wyczyn i poświecenie z jego strony. Jeśli już się zgodzi, to tylko w celu doładowania powodów do drwin na kolejne długie lata. Takie rzeczy po prostu nie przystoją w pewnych kręgach. Prawdziwe kozaki nie oglądają piłki nożnej kobiet oraz nie słuchają Mateusza. Wyobrażam sobie taki napis na murze „Wszystkie kozaki pieprzą Holaki*!” Szczerze, to przed tym krążkiem sam byłbym w stanie nasmarować takie obelgi ;) 

W przerwie sobotniego spotkania przysłuchiwałem się pogawędce dwóch dżentelmenów. Ich rozmowę zapoczątkował incydent na murawie. Schodzącego trenera gospodyń zaczął szarpać jakiś typek (na moje oko był gdzieś w dwunastym miesiącu ciąży). O co poszło, nie wiem, ale mało brakowało, aby sielankowa atmosfera przeistoczyłaby się w galę MMA. Jeden z ww. obserwatorów odpowiednio to skomentował. Na co drugi, miejscowy — bardziej obeznany wytłumaczył mu ze spokojem: „Nie ma co się dziwić, tu się takie rzeczy mogą dziać, bo tu nawet nie ma ochrony, PZPN traktuje piłkę nożną kobiet jak zabawkę. Ja tu przyszedłem z nudy, dla jaj”. Ten drugi, czyli w sumie pierwszy odparł „Nie jestem stąd, ale wpadłem z ciekawości. W końcu miały Mistrza Polski” Po tym ostatnich zdaniach pomyślałem „Kur@wa racja! Przyszedłem tu dla jaj, ale też z ciekawości”. Podobnie czułem przed odsłuchem. Nastawienie brzmiało: „Nie cierpię gościa, ale może chociaż dla beki posłucham, jestem ciekaw, co tam znowu popsuł”. Poszło to jednak w zupełnie innym kierunku, jak piłka kopnięta w światło bramki, lądująca za boczną linią boiska, 20 metrów od niej. W żargonie boiskowym „zeszła jej”, mnie również zeszło...

Piłkarki z mego miasta odniosły zwycięstwo, a raper wygrał starcie z moją awersją i silnym przeświadczeniem, że znów spindoli i odniesie niekorzystny rezultat. Dziewczyny na pewno miały jakąś taktykę, plan działania. Mateusz pewnie też, ale po tym tak jak one grają, a on nawija — odniosłem wrażenie, że nie stosują się do niej, albo w rzeczywistości takowej wcale nie ma! Zachodzi tam absurdalne zjawisko „starania się na wyjebce”. Pan wspomniany kilka linijek wyżej miał w pewnym sensie racje, z tym że futbol kobiet to zabawka. Rap Matiego tak samo. Bawi się nim, ale przy tym nie do końca wiedząc, jak to działa. Nie ma jakiegoś obranego kierunku, ta muzyka dzieje się jakby na spontanie, bez wybiegania w przyszłość i wizji tego, jaki ma mieć ostateczny kształt dla niego i odbiorcy. Zdaje się tym nie przejmować. Identycznie jak kopiącym Panią miejscami wychodzi mu to komicznie, ale w obu przypadkach ma to swój urok i czuć ten zapał. Po ostatnim gwizdku i kończącym album tracku nie jesteśmy w stanie opisać stylu gry, jak i zdefiniować stylu rapowania. Ważne, że wynik jest zadowalający. Aczkolwiek Mateusz w tym gatunku wedle mnie zaczyna dobrze działać dopiero od piątku.

Osobnik tak kreatywny i wielopoziomowy jak Holak, bez problemu radzi sobie w różnych rolach. Tej łatwości, z jaką przychodzi mu aklimatyzacja w nowych warunkach — na prawdę można pozazdrościć. Jest niczym działacz/kierownik drużyny/fizjoterapeuta czy ch. wie kto, który po przerwie, w której trakcie doszło do wspomnianej już szarpaninie, został zmuszony przywdziać odblaskową koszulkę, bo „JAKAŚ ochrona musiała być”.Takie zdolniachy poradzą sobie w życiu. Bez znaczenia czy przyjdzie im: rymować, masować, zarządzać, projektować, ochraniać czy też śpiewać. Pestka! Jeszcze co do branży kreatywnej to trafnie nawinął, że to mocno niedoceniona (dosłownie) grupa. „Grafika? Raz, dwa zrobisz, rano mi wyślesz, co to za robota nie? Jakąś kasę za to chcesz ? Pewno nie, co? Co tam dla Ciebie, przecież to żadna praca” - Uwierzcie, że takie jest myślenie dużej części społeczeństwa.

Koleżeństwo z płytą ułatwił fakt, że między mną a autorem jest niewielka różnica wiekowa, niektóre motywy rozumiem więc doskonale i dzięki nim zebrało się na wspominki. Na „stadionie” również przeżyłem swoisty powrót do przeszłości... Przez to, że rozpętała się ulewa, musiałem udać się na trybunę krytą (śmieję się do siebie, że jestem w stanie tak to nazywać, no ale trzymajmy się fachowej terminologii). Usiadłem wśród młodych chłopaków, którzy przyszli tu chyba tylko ze względu na możliwość łatwego podrywu. Młodzi w strojach damsko-męskich popijali whisky, żartowali, i tak na zmianę. Ja w ich wieku to...piłem coś o 115 zł tańszego za litr, a do łychy, nawet gdybym miał wtedy dostęp (nierealna opcja), to nie napiłbym się z obawy przed zatruciem, bo tanie wina to przecież nieszkodliwe były. Przypomniałem sobie swoją klikę. Piliśmy nalewki, mieliśmy gorsze ciuchy, ale do operowania dowcipami to mieliśmy mega skillsy. Nie pasowałem do tej teraźniejszości jak ten parszywy różowy Power Ranger do reszty ekipy. Pamiętam, jak bawiliśmy się przed blokiem w Power Rangers, to zawsze największy frajer na podwórku miał nim być, a kiedy dowiadywał się o przydzielonej mu funkcji, krzyczał rychło „idę na chajze” i znikał w czeluściach klatki schodowej. Za sprawą tych retrospekcji, bezczelnie zagapiłem się na młodziaków, zauważyli to i najchętniej rozjechaliby mnie w tamtym momencie czołgiem z pierwszej części GTA. Wróciłem wnet do oglądania rywalizacji na krzywo skoszonej trawie, a oni bawili się dalej, wszak są wakacje — najlepszy czas i producent niekwestionowanej jakości wspomnień.

Byłem zaskoczony obecnością Włodiego na tym albumie. Przedstawiciel piłki nożnej mężczyzn, czyli tego „starego, prawdziwego rapu” tutaj?! Nie liczyłem, że wyjdzie mu feat. u takiego Mateusza reprezentującego kobiecy futbol („nowy/nieprawdziwy rap”) Jego gościnny występ był jak gadka pewnego „dziadka”, którą usłyszałem owego dnia. Głos, który wiele lat temu był i pewnie nadal jest nieodłącznym elementem meczów piłkarskich typów. Głos „lepszej” przeszłości. Jakże miłe to uczucie — wiedząc, że te osoby wciąż są, czuwają i wypomną sędzi/sędzinie, że nie zabrała z domu kartek itp. Ogarnięty wewnętrznym spokojem, popadałem w powtórną zadumę, z której zostałem wydarty  przez Ralpha Kamińskiego. Pojawił się w drugiej części materiału, tak jak jedyna piłkarka, jaką znałem z nazwiska, a której wejście w drugiej połowie od razu ożywiło tempo gry.

Garstkę widzów na meczu stanowiły: rodziny zawodniczek z obu klubów, juniorki, osoby zaprzyjaźnione z drużynami, a nawet pieski skórokopek. Było też liczebnie marna, kilkunastoosobowa grupka kibiców, którzy przyszli, ponieważ szczerze ich to interesuje, żyją tym (o zgrozo, jeden nawet miał szal klubowy). Muszą w jakiś dziwaczny sposób kochać ten zespół, bo kto „normalny” przyłazi na takie coś? Wniosek: taki sport można miłować, a taką muzykę z czasem chyba da się polubić. Każdy kontakt z piłką naszej zawodniczki facet siedzący za mną kwitował „no i co teraz?”, z którego aż wylewało się niedowierzanie w powodzenia akcji. Gdybym miał zaadresować podobne pytanie w kierunku Holaka, odpowiedziałbym sobie sam-„teraz będzie już tylko lepiej”.

Niemiecki magazyn sportowy Kicker Sportmagazin wyróżnił zawodniczki z następującymi numerami na koszulkach: 1, 2, 3, 8, 9, 10, 14.

Holaki* - Holak i jemu podobni.

Zdjęcie - HOLAK 
Linki do albumu: Spotify / Tidal 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 przez wielkie M