Dość osobliwe rekomendacje - Karolina Czarnecka


Mam zdolność do zapamiętywania głupot, mało lub wcale nieistotnych faktów. Kosztem tego zapominam o wielu ważnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w trakcie mojego dotychczasowego życia. Potwierdzeniem tej refleksji będzie dzisiejsza historyjka.

Działo się to okolicach roku 2000. Jestem pewny, że właśnie wtedy, ponieważ utkwił mi pod kopułą strach związany z pluskwą milenijna, chcącą wysadzić nasz domowy magnetowid. Lęk ten towarzyszy mi do dziś. Spędzałem wakacje u rodziny w jednej ze wsi województwa łódzkiego. Kuzyn zapragnął ulepszyć swój wygląd i podrasować trochę kolor skóry. Chodziło pewnie o bonusowe punkty podczas podrywu-albo i nie.... 
Owszem można było się poopalać, ale chodziło o coś bardziej wyszukanego, o coś dającego błyskawiczny efekt. Hasło solarium było wtedy znane jedynie niektórym miastowym i to tylko takim wiecie-obracającym się w hermetycznym towarzystwie, ludzi raczej zamożnych. W miejscu, w którym spędzałem czas wolny od nauki, wizyta w solarium była nierealne niczym lot w kosmos. Dosyć, że kosztowałaby pewnie krocie, to jeszcze dodatkowo budziła wątpliwości co do bezpieczeństwa zdrowia i życia. Było wielce prawdopodobne usłyszeć coś w stylu: „Panie z tej kabiny to można nie wyjść żywym albo wyjść i być jak jakieś ufo, albo – co gorsza – murzyn” ;) 
Co pozostało zrobić w takiej sytuacji? Iść do wiejskiego sklepiku Pana Bogdana wszak tam można było znaleźć wszelkie dobrodziejstwa ówczesnego świata. Pan Bodzio na zapytanie, czy załatwi samoopalacz, cichym niepewnym głosem wydukał „przyjdźcie za trzy dni”. 
Termin realizacji zamówienia minął, wchodzimy do sklepiku. Bogdan, upewniając się, że w sklepie oprócz nas nie ma nikogo, zamyka drzwi, dla pewności obraca się kilka razy za siebie i spod lady wyjmuje samoopalacz. Kuzyn szybko przekazuje mu 25 zł (chyba tyle) i w ciszy oddalamy się z miejsca transakcji, udając, że nie było tematu. Typowa akcja-diler, klient i towar z Kolumbii. Pełna konspiracja. Chyba nigdy potem nie poruszyliśmy ze sklepikarzem tematu samoopalacza (wedle zasady-Bierz! Spadaj! Morda w kubeł!). Chociaż mam jakieś przebłyski, że po kilku tygodniach padło „Jak tam?”, które brzmiało jak „I co poklepało? Mocne gównie, co nie? hehe” Przez całą tę otoczkę czułem, że serio zrobiliśmy coś złego. W sumie to cały czas tak to odbieram. 

Wszystko ładnie, pięknie tylko co te osobiste wspomnienia mają do płyty, którą chcę polecić? Klimat i szczegóły tej historii mogą być zrozumiałe jedynie dla mnie, a każdy z Was może mniej lub bardziej rozkimnić, o co chodziło, ale tylko ja do końca wiem jak odbierać każdy element tej opowieści. Mój mózg zapisał ją w sposób w pełni czytelny jeno dla jednej osoby, czyli właściciela-Łukasza. Po latach do tej historii mogę dodać jeszcze kilka innych skojarzeń i właśnie kilka takowych dokooptowałem po przesłuchaniu „Solarium 2.0” autorstwa Karoliny Czarneckiej wraz z falami UV. Co łączy oba te niby niezwiązane bezpośrednio tematy ? Wydaje się, że nic prócz słowa solarium. Wcale nie! Po pierwsze, jak pisałem wcześniej o swojej opowiastce, są: doświadczenia, syntezy, wyobrażenia itp., które wyłącznie w naszej łepetynie tworzą rozumianą dla nas całość. Karolina na płycie za pośrednictwem Tiny udaje się w podróż na inną planetę. Żeby się na nią udać, bohaterka wcale nie musi się ruszać z własnego pokoju/niepokoju, „wystarczy”, że odbędzie taką podróż w swej głowie. Wewnętrzna wyprawa to miks: przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, realności, imaginacji..., okraszony przeżyciami, rozumiany przez nas odbiorców na zewnątrz zaledwie w niektórych elementach i momentach. W szkole zapytano by, co podmiot liryczny miał w myśli. No właśnie co? 

Zawartością „Solarium 2.0” swój odlot (rozumiany podwójnie) przedstawia nam Tina/Karolina i dajmy się zaprosić na pokład jej wahadłowca, czy też ugościć się w prywatnej autonomii, jaką jest jej pokój, w którym może dosłownie wszystko. Nie zrozumiemy wszystkiego-wiadomo, ale wyłapiemy coś dla siebie i może dzięki temu udoskonalimy nasze przyszłe eskapady. Podróżowanie dotyczy oczywiście również życia jako jawy, przede wszystkim jego, nie tylko latania w myślach. Zapis wyprawy Karoliny/Tiny zarejestrowano na nośnikach i nadano mu tytuł. Ja wspominki zapisałem w makówce i każdy z Was robi podobnie-swoistym sposobem. 

Kolejne skojarzenie – Bogdan jako diler (mniejsza o to, że samoopalaczy). Dlaczego połączyłem go z muzyką Karoliny? Bo jak diler to dragi, a jak dragi to „nieszczęsne”-„Hera koka hasz LSD”. Zabierają nas one w świat, który możemy dzięki swej głowie udać się bez ich pomocy. Będzie i zdrowiej i taniej i bezpieczniej. Co ważne substancje zawarte w herze koce haszu i LSD przysłaniają nam przyjemności i przeżycia o wiele większe i ciekawsze. Cholerne używki odwracają naszą uwagę od dobra, jakie zawiera nowa płyta Czarneckiej. Lepiej uczestniczyć w wyprawie na Solarium 2.0 niż udać się znów na wyprawę do dilera i dalej ćpać tylko singielek „Hera koka hasz LSD”, nie widząc poza nim świeżych świetnych kawałków. Narkotyki uzależniają prawda? Ciągle ładujecie to samo, a za rogiem wyrosło już nowiuchne, lepsze, zdrowe, legalne, równie mocno uzależniające, dostępne od ręki cudo. 

W tekście celowo używałem na przemian kombinacji Tina/Karolina i Karolina/Tina , bo Tina to Karolina? A jeśli nie to ile Tiny jest w Karolinie, a może na odwrót? Odpowiedzi (nie)znajdziecie na płycie oraz w mojej rekomendacji. Wszystko jest w nich zamotane i nic nie jest pewne, no, chyba że jest? Nasza bohaterka rzecz jasna nie ułatwi Wam zadania. Jest zagubioną postacią błądzącą między kontrastem (następna spójność) w postrzeganiu świata istniejącym pośród społecznością wielkich miast a mieszkańcami wiosek i miasteczek. Świata de facto zacierających się dysonansów. Tworzy przy tym teatralny/aktorski styl, ślący zakodowany szyfr, który po części odkodowuje nasza mózgownica, po czym zachowuje te dorodne teksty w pamięci. Na dodatek wplątała w to jeszcze Anaruka, Ronję. Białego Kucyka, Inkuby i Sukuby. Całokształt brzmi tak niepowtarzalnie klimatycznie, jakby dźwięki dobiegały z głębi oceanu, jakby wysyłał nam je sonar łodzi podwodnej. Wierzę, że sprawdzicie ten krążek i zawiesicie się, zastanawiając się, czy planeta Solarium to wytwór umysłu? Czy czasem nie przypomina Wam ona pewnego pięknego kraju? A może to „tylko” pokój Karoliny, z którego stratował prom kosmiczny Tiny, ale czy w ogóle odbył się ten start? A jak start to i powinna być meta. Była takowa? Jakieś lądowanie tam, a później powrót tu? 

Ten album to zdecydowanie nie samoopalacz, dla mnie są to prawdziwe promienia słońca, ewentualnie solarium z renomą. Karolina Czarnecka to młoda (bo w moim wieku), zdolna i do tego umiejąca wytrzymać w niesprzyjających warunkach pogodowych dziewczyna (widziałem na własne oczy w ostatnią niedzielę podczas koncertu audiowizualnego L.U.C.-a), której wróżę świetlaną przyszłość nawet poza naszą galaktyką...

Zdjęcie - Agencja Koncertowo-Wydawnicza Karrot Kommando
Linki do albumu: Spotify / Tidal 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 przez wielkie M