Dość osobliwe rekomendacje - L.U.C.

Mój znajomek Tidal zaproponował mi ostatnio wspólne wyjście do kina. Reżyser i zarazem scenarzysta filmu „GOOD L.U.C. K” nie należał do grona twórców, których podziwiam, dlatego nie byłem zbytnio zainteresowany. Jednak odezwał się we mnie skryty syndrom Januszowy, który podpowiedział:

-Za darmochę? Czemu nie? Idź!

Szybka decyzja-idę! Przed seansem, kiedy Tidal stał w kolejce po popcorn, ja zainteresowałem się plakatem promującym ów film. Gapię się tak na niego i przeczuwam, że czeka mnie przewidywalna niczym scenariusz pornosów-historia typa, który przetrwał samotnie na wyspie, po tym, jak jego samolot wpadł do Oceanu… dzięki temu stał się sławny. Stąd te kamery i palma w tle. Oprócz grafiki moją uwagę przykuły również nazwiska aktorów, którzy mieli wystąpić w tej produkcji. Dawały one nadzieję, że będzie przynajmniej ciekawie. Wchodzimy na salę, zajmujemy miejsca. Światła gasną, słychać szelest otwieranych przekąsek oraz pssst! pochodzący od napojów. Po pierwszych minutach pytam Tidala, czy to czasem nie będzie film przyrodniczy, bo jak na razie to widzę tylko Koty i Panią, która uwielbia kaktusy. Kompan zaprzeczył, odparł, że to film o życiu i że zaraz się rozkręci. Jego odpowiedź nie wniosła za wiele, ale nie dopytywałem go dalej, ponieważ zatkała mnie moc specyfiku, jaki przed chwilą polał. Skąd on to wziął? To musiało powstać w jakimś Laboratorium. Gardło odkażone, jest oddech oglądamy dalej. Nie zdążyłem nawet wrócić do wątku, ponieważ ktoś zaczął mnie szturchać w ramię. Odwracam się zirytowany i krzycząc, pytam” Co jesttt do ch...?!? A tam jakaś niepozorna dziewuszka, szeptem na ucho przedstawia mi swą ofertę:

-Hera, Koka, Hasz, LSD ? Chcecie coś? 
-My nie z tych! Dzięki-skwitowałem krótko, odwracając głowę w stronę ekranu.

Dobra, wczuwam się od nowa a tu znowu przeszkoda w percepcji, słychać gwizd czajnika z kabiny projekcyjnej! Poziom frustracji rośnie, „jak depresja po urlopie”. W końcu osiąga limit! Mówię do Tidala, że wychodzę. Na co on, żebym wyluzował, dał Drugą Szansę i kontynuował seans.

-Siadaj, znowu jest ta od kaktusów-Bovska. Dobrze gra. 
-Ok, zostaję, ale polej jeszcze na te nerwy.

Kolejeczka poszła, a na dużym ekranie zagościł mój ulubieniec Rysio z 13 Posterunku, którego widok utwierdził mnie w przekonaniu, że moja decyzja o pozostaniu była słuszna. Co do filmu to w sumie wkręciłem się. Rzeczywiście życiowy, ogląda się lekko, ale pod tą kołderką przystępności leży konkretny przekaz. Główny bohater Łukasz spotka co chwilę kogoś instygującego, po czym rozmawiają na tematy dotyczące różnych sytuacji. Niby nic, niby nuda, ale ten klimat wciąga i da się go lubić. O jest nawet ten gościu, co w grał w zacnym filmie pod tytułem „Dziewczyna Z Szafy”. Mniej więcej zaczynam kumać, o co tu chodzi, zastanawia mnie tylko ten ciągle przewijający się Kot, ni to kolejarz, ni to komentator. Walić to, przeczytam później w komentarzach na Filmwebie, o co z nim chodziło. Teraz jestem pod wrażeniem kolejnej postaci, która pojawiła się w filmie. Jest to człowiek, który jak nikt inny potrafi śpiewać o tym, że ktoś tak pięknie mówił, że się boi miłości. Robi to nawet lepiej od tego, który zaśpiewał to jako pierwszy, czyli Grabowskiego. I nie chodzi tu o Grabowskiego z Tańca z Popkami. W „GOOD L.U.C. K” Gutek, bo o nim mowa, również dał radę. We wspólnej scenie zagrała z nim dziewczyna, za którą nie przepadam, ta z tymi rogami na głowie, ale muszę przyznać, że sprawdziła się w swojej roli. Tidal zaczyna się wiercić, po czym wyciąga z plecaka czekoladę na zagrychę. Oczywiście w momencie, kiedy zaczął ją otwierać (robił to dość głośno) w kinie zapadła totalna cisza i wszystkie twarze, zamiast patrzeć na ekran gapią się na nas-normalnie wielki brat patrzy. Uciekajmy mu! Na szczęście nie musimy się ewakuować. Z opresji ratuje nas żona Stefana „Siary” Siarzewskiego, na której skupia się uwaga widowni. Podkreślam na niej, a nie na jej piersiach.                

Film kończy suchar wcześniej wspomnianego Kota o wielu twarzach, akurat teraz jest żartownisiem. Wychodzi mu to dość kiepsko, ale nie wpływa to na ocenę całości. Z czystym sumieniem i pełną świadomością oceniam tę produkcję bardzo dobrze i zachęcam abyście wybrali się do kin. Aż jestem w szoku, że takie rzeczy kręcą u nas w kraju. Świetnie napisany scenariusz, odpowiednio dobrana scenografia, dialogi na wysokim poziomie oraz ułatwiająca odbiór-klimatyczna chilloutowa ścieżka dźwiękowa. Wszystko to skierowane do nas zwykłych ludzi, których dotyczą problemy, poruszone tutaj w sposób niezwykły. Obejrzałem/przesłuchałem Lucki/ludzki film/album o filmie/o życiu (niepotrzebne skreślić). „Wszyscy gramy w tym samym filmie..."-ja gram, Ty grasz, On gra… Melania Trump nie widzi raczej Donalda w obsadzie filmu „Nie Chcę Być Sam”, a Stephen Hawking nie potwierdzi słów, że „Miłość szczęśliwa to supernova”, za to ja w tych przedziwnych filmowych okolicznościach przekonałem się do L.U.C.-a i wszystkim nieprzekonanym życzę tego samego. Posłuchajcie, good luck! Warto, bo L.U.C. to jednak good L.U.C.

Zdjęcie - http://www.eluce.pl
Linki do albumu: Spotify / Tidal


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 przez wielkie M