Podsumowanie pierwszego kwartału roku 2017. Moi pupile, czyli najczęściej / najchętniej słuchane przeze mnie płyty, albumy godne polecenia. Część I - V



Cześć I - Na Górze / Mieszanka Wybuchowa

Dzięki zespołowi Na Górze slogan „Nie ma siły na tych z Piły” na początku roku ewoluowało w „Nie ma siły na tych z Piły i okolic". Panowie z klasą kultywują dobre imię muzyki wywodzącej się z miasta słynnego rogacza na wieżowcu. Do swojego laboratorium kapela zaprosiła wielu zacnych gości, celem stworzenia „Mieszanki Wybuchowej”, udało się ? Jak dla mnie zdecydowanie tak. Dostajemy od Na Górze najlepszy krążek w historii ich grupy. Ktoś powie „tacy goście, to musiało się udać”, a ja mu na odpowiem: featuringi dodają tylko kolorytu temu materiałowi i bez nich byłby to dobry album. Tak brzmi prawdziwie NIEZALEŻNA muzyka prosto z serca, której odbioru i szczerości nie zakłóca nawet miejscami niezrozumiały wokal. „Mieszanka Wybuchowa” to punk z mocnym przekazem, jest też rockowo, bluesowo (głównie za sprawą świetnego starego kawałka, który zamieścili na płycie jako hołd dla śp. Roberta). Dużą część piosenek odbieram po prostu jako luźne, proste motywujące do życia teksty. Podsumowując-duży progres, czekam co tam zmajstrujecie nowego i pytam, czy ksiądz chodząc po kolędzie pytał o co chodzi w "Biskup Radzi” ? ;) 



Cześć II - Jacek Stęszewski / Peweksówka

Na podstawie swoich długoletnich badań socjologicznych stwierdzam, że w pracy najbardziej klawi goście to Ci urodzeni około roku 1980 (+/-). Najlepiej się z nimi człowiek dogadywał, śmieszyły nas te same żarty (nieśmieszne dla innych), koledzy w pracy i po pracy itd. Określając to najprościej, są to bardzo w porząsiu kolesie. Po co o tym piszę ? Jacek Stęszewski urodził się właśnie w 1980. Ma wszystkie cechy tego gatunku: otwartość, poczucie humoru, łatwe tworzenie nici porozumienia/przyjaźni. I to ułatwiło mu w jakimś stopniu dotarcie do ludu. Myślę, że nawet osoby, które na same słowa piosenka autorska/poezja śpiewana czują obrzydzenie- polubiłyby solową odsłonę lidera Końca Świata. Dodając do tego talent, nad którym rozpływałem się już tyle razy, że nie ma sensu się powtarzać,widzę Jacka jako coraz bardziej wyróżniającego się muzyka na polskiej scenie. Na drugą płytę obrał kierunek -album koncepcyjny. To, że płyta spodobała się żyjącym w tamtych czasach-ok, ale to za mało. Dla mnie miarą tego, czy trafił płytą do odbiorców w 100% jest fakt, czy młodzi, znający PRL tylko z opowieści rodziców to kupią/poczują. Z mojej perspektywy, ludzika, który przyszedł na świat, kiedy wolna Polska dopiero się rodziła-udało mu się to. Słuchając wydaje mi się, że wychowałem się w tamtym okresie; wręcz, że co nieco pamiętam.
Co do całości mamy tu w większości równy dobry poziom. Przyczepiłbym się tylko do początku. Nie strzelajcie ! , ale nie podoba mi się „Miś". Film uwielbiam, ale ta piosenka ? Chyba Jacek „przedobrzył”, chciał za dużo upchnąć w jednym miejscu. Chwilami wydaje mi się, że wyrazy są tak ciasno w danym wersie, że wyskakują z niego i słychać to, kiedy musi nienaturalnie przyśpieszać, żeby upchnąć je tam z powrotem. Później jest już tylko lepiej, wszystkie ballady są świetne, ale do tego Jacek zdążył nas już przyzwyczaić. „Pewex”, „Italia 90”, „VHS” - miód malina, reszta równie dobra. Malutkie zastrzeżenia do „Woda Firmowa” i „Chechłacz"-takie trochę zapychacze, zamiast tego starczyłby jeden dłuższy utwór. Chociaż „Chechłasz” ma swoje walory edukacyjne, np. narodziła się dyskusja co w jakim regionie oznaczał tytułowy „chechłacz” (młodzi pytali czym w ogóle był).Na koniec mamy małe wyłamanie się od klimatów PRL w postaci trzech kawałków o innej tematyce, które również nie odstają poziomem od chwalonej reszty. WŁĄCZNIE z ostatnim trackiem, gdzie na własnych oczach, a raczej uszach rodzi się nam MC STĘSZEWSKI ! Elo, elo dwa trzy zero. Czyżby Jarocin i ciasne klubiki zastąpi za rok Hip Hop Kemp ? 
Kończąc na poważnie. Jest progresja, jest dobrze, a że będzie lepiej to wiadomo, potencjał jest ogromny :)
Należy jeszcze wspomnieć o ważnej kwestii. Autor „Księżycówki” i „Peweksówki” stał się bardziej popularny/rozpoznawalny, widać go w mediach, większa publika na recitalach - a to cieszy.


Cześć III - Daria Zawiałow / A Kysz ! 

Z tym „A Kysz!” to było trochę jak ze zbyt obfitym obiadem.
Dostaliśmy pyszne przystawki/przekąski w postaci „Malinowy Chruśniak”,"Kundel Bury”, później wjechała jeszcze smaczniejsza zupka („Lwy”). Następnie świeżo zatrudniony kelner, podał deser („Chameleon” oraz „Miłostki”) pomijając drugie danie. I kiedy dostaliśmy w końcu danie główne, byliśmy tak najedzeni, że nie byliśmy w stanie zjeść już więcej i mimo tego np. ja upchnąłem jeszcze przepyszne „Nie Wiem Gdzie Jestem". Na pozostałe pięć kawałków na razie nie mam miejsca, co nie oznacza, że są niesmaczne. Nie zjadłem, więc nie oceniam. Po prostu mam już przesyt tego dobra w postaci pięciu pięknych piosenek jeszcze przed premierą płyty plus ta jedna wcześniej niesłyszana. To już jest przecież 6 z 11 ! Ile można jeść, kiedy uczta jeszcze się nie zaczęła? Dlatego do reszty wrócę jak się trochę uleży i sprawdzę czy to, co najlepsze Daria dała nam już zawczasu, czy tamte utwory są może troszkę słabsze. Na pewno są bardziej dla kobitek ;) Płyta zebrała świetne recenzje, do których się dołączam. Jest to świetny debiut, może okazać się, że nawet będzie to najlepszy debiut 2017 i jeden z lepszych albumów tego roku. Pożyjemy, pojemy, Yyy... zobaczymy. Nie ma też co się zbytnio głowić czy z Darii wyrośnie nam Brodka II itp. Daria niech pozostanie Darią i tak będzie najlepiej.
„A Kysz!” - ambitny pop-rock, jedzcie do syta przy każdej okazji.

Poniżej przypomnę wcześniejsze posty o moich dwóch zauroczeniach, które jak to zauroczenia, przyszły znienacka, na dodatek z terenów na, które nigdy się nie wypuszczałem. 

Cześć IV - Mitch & Mitch & Kassin / Visitantes Nordestinos

27.03 - Wszędzie tylko wiosna, wiosna, wiosna. U mnie za sprawą Mitch & Mitch & Kassin od kilku dni panuje upalne brazylijskie lato. Kiedy „odpalam” ten album, temperatura w moim otoczeniu podnosi się o kilka stopni. Ta muzyka ma w sobie tyle mocy, a zarazem posiada porównywalną ilość spokoju. „Visitantes Nordestinos” słucham rano na rozbudzenie i zasypiam mając ją w słuchawkach . W ostatnim czasie coś się we mnie przełamało i ciągnie mnie jak nigdy do instrumentali, w tym przypadku można nawet mówić o solidnym zauroczeniu. Dobra, koniec gadania; dopijam drinka i pędem na plaże wygrzewać i opalać blade ciało. Musicie to sprawdzić :)


Cześć V - Jazzpospolita / Humanizm

11.03 - Rzadko słucham muzyki instrumentalnej. Przeważnie, minimalnie większą rolę odgrywa u mnie przekaz. W tym przypadku wygrała muzyka, tylko muzyka. Jazzpospolita „Humanizm” - to jest piękne. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie słuchania samych dźwięków bez udziału głosu ludzkiego, to zapewniam, że na płycie znajdziemy również utwory, w których zabrzmi wokal gości. „Combination” (Paulina Przybysz) oraz „Zakamarki” (Novika) to dwa przepyszne kawałki (tortu?) z udziałem obu Pań, tworzące z całą resztą dzieło kompletne. Są to swego rodzaju truskawki na torcie, czy jakoś tak  Co do daty premiery to różne źródła podają odmienną informację, bo albo było to wczoraj, albo będzie za tydzień w piątek :D Bez względu na to, koniecznie sprawdźcie. Wracam do słuchania i to „odpływam” z płytą „Humanizm” w inną rzeczywistość... Mój ulubieniec to „Jestem W Pewnym Sensie Turystą” (pomysł na tytuł piosenki równy sile z jaką kopię ten numer, cudo)

https://www.youtube.com/watch?v=hVuZ8DGG9sc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 przez wielkie M